- A ty gdzie mieszkasz? - spytałem.
- Tutaj w lewo, kilka domów dalej. - wskazała palcem czubek dachu.
***
Ze złością wyszedłem z domu, wsiadłem na motor i pojechałem przed siebie, tak po prostu. Zawsze tak mam, gdy pokłócę się z Marco, nie wytrzymałbym w domu. Stanąłem na starym moście, nad prawie wyschniętą rzeką, z wody wystawały ostre kamienie, usiadłem na poręczy i spojrzałem w dół. Jutro pierwszy dzień w nowej szkole, nie wiem, czy sobie poradzę...
**W tym samym czasie w domu**
Rodzice poszli na spacer po osiedlu i przyszli z sąsiadami, którzy wyszli ich powitać, ojciec zaprosił ich na kolację. Jak się okazało, była to rodzina Rose - przyszła z nimi.
- Mamo! Mamo! Mamo! - krzyczał Dean zbiegając po schodach.
- Co się stało kochanie? - kucnęła przy nim, łapiąc go za rączki.
- Marco pokłócił się z Maksem. Maksowi zrobiło się przykro, wziął motor i pojechał nie wiem gdzie.
Kobieta westchnęła, nie było sensu drzeć się na Marco, i tak nic sobie z tego nie zrobi.
***
Wróciłem do domu dopiero po kilku godzinach, siedząc tam natknąłem się na jakiś gang motocyklistów, chcieli zabrać mój motor, oczywiście że się im nie dałem ale oberwałem (Nie tylko ja, oni też)
Wszedłem do domu, nie ściągając kasku. Naprawdę, nie miałem ochoty dzisiaj na przesłuchanie. Gdy wszedłem do salonu, zamurowało mnie, gdy zobaczyłem kobietę i mężczyznę oraz... Rose jedzących kolację.
- Dobry wieczór. - przywitałem się.
- Siadaj, zjedz. - powiedział ojciec.
- Nie jestem głodny. - stwierdziłem.
- To chociaż kask ściągnij.
- Nie mogę. - spuściłem lekko głowę i poprawiłem gogle.
Ojciec wstał i złapał mnie za nadgarstek, zacisnąłem zęby i pięści żeby nie syknąć z bólu. Szybko mu się wyrwałem i ruszyłem szybkim krokiem do góry. Zamknąłem się w swoim pokoju, nie zapalając światła ściągnąłem kask, rzuciłem go lekko o podłogę i położyłem się na łóżku, westchnąłem głęboko.
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz